Do trzech razy sztuka. Po dwóch przegranych finałach Klubowych Mistrzostw Świata, Zenit Kazań w końcu dopiął swego. W TAURON Arenie Krakowie nie dał żadnych szans – najpierw Sadzie Cruzeiro, a w wielkim finale Cucine Lube Civitanova. Wygrała najlepsza ekipa turnieju, co do tego nie powinno być wątpliwości. Wcześniej w meczu o trzecie miejsce Sada Cruzeiro pokonała PGE Skrę Bełchatów i zdobyła brązowy medal mistrzostw.

Finał

Zenit Kazań – Cucine Lube Civitanova 3:0

– Długo nie mogłem sobie darować tych dwóch przegranych finałów KMŚ, w 2015 i 2016 roku – mówił jeszcze przed fazą finałową trener Zenitu Kazań, Władimir Alekno. – Teraz, w Polsce, wierzę, że sobie to odbijemy. Do trzech razy sztuka.

– Sada, Lube, Zenit, wszystkie zespoły są na podobnym poziomie, ale Rosjanie mają Leona – dodawał siatkarz Skry, Karol Kłos.

Włosi – skazywani na porażkę – w I secie pokazali świetną siatkówkę. Zresztą, Zenit również wytoczył wszystkie swoje armaty i licznie zgromadzeni kibice w TAURON Arenie Kraków byli świadkami wielkiego meczu. Atomowe zagrywki, potężne ataki, świetne bloki – na parkiecie było wszystko. Do wyboru, do koloru. W końcówce Włosi mieli dwie piłki setowe. Nie wykorzystali swojej szansy. Zenit zagrał natomiast do bólu skutecznie. I ostatecznie wygrał pierwszą partię. Lube nie pomogła nawet wyśmienita postawa Juantoreny, który zdobył 10 punktów.

W II secie Włosi znów świetnie zaczęli – prowadzili już czterema punktami. Wtedy obudził się on – Wilfredo Leon. Siatkarz, który od lipca 2019 roku będzie mógł występować w reprezentacji Polski, niesiony dopingiem publiczności zaprezentował cały wachlarz swoich umiejętności: od asów, przez bloki po ataki, które odbijały się jeszcze długo echem w krakowskiej hali. To głównie dzięki jego dziewięciu punktom zdobytym, Zenit nie miał większych problemów z przechyleniem szali, w tym secie, na swoją stronę.

– Zenit gra tak do bólu skutecznie i bezbłędnie, że po dwóch setach zazwyczaj nie ma się już ochoty na walkę – powtarzali zawodnicy ekip, które przegrały z drużyną trenera Alekno.

Włosi się jednak nie poddali. Prowadzili wyrównaną walkę aż do stanu 17:17. Wtedy Zenit postanowił „dokręcić śrubę”, Włosi popełnili błędy i w ciągu kilkudziesięciu sekund zrobiła się trzypunktowa przewaga dla Rosjan. Przewaga, którą utrzymali do końca.

Finał Klubowych Mistrzostw Świata
CUCINE LUBE CIVITANOVA (WŁOCHY) – ZENIT KAZAŃ (ROSJA) 0:3 (25:27, 22:25, 22:25)
LUBE: Sokołow (14 pkt.), Candellaro (1), Juantorena (22), Kovar (7), Christenson (3), Cester (4), Grebennikov (libero) oraz Stanković (1), Sander (0), Marchisio (0). Trener Giampaolo MEDEI.
ZENIT: Anderson (6 pkt.), Wolwicz (6), Leon (19), Butko (3), Gutsaljuk (1), Michajłow (12), Werbow (libero) oraz Krotkow (0), Samojlenko (3). Trener Władimir ALEKNO.
Sędziowali: Wladimir Simonovic (Serbia) i Juraj Mokry (Słowacja). Widzów 5558.

Źródło: www.kmspolska.pl

Mecz o trzecie miejsce

PGE Skra Bełchatów – Sada Cruzeiro 0:3

Brazylijczycy wyjadą z Polski z brązowymi medalami Klubowych Mistrzostw Świata. W pełni na nie zasłużyli. W spotkaniu ze Skrą ani przez moment nie oddali Skrze inicjatywy. Od pierwszej do ostatniej piłki kontrolowali sytuację na boisku.

– Czy po pięciu latach przerwy zespół z polskiej ligi stanie na podium Klubowych Mistrzostw Świata? – takie pytanie zadawali sobie kibice zgromadzeni w  TAURON Arenie Kraków przed niedzielnym spotkaniem o 3. miejsce tych prestiżowych rozgrywek.

Po porażce w sobotnim półfinale, z Cucine Lube Civitanova, trener Skry Bełchatów miał sporo pretensji do swoich podopiecznych. – Generalnie budziliśmy się zbyt późno. Trudno mi zrozumieć, dlaczego początki drugiego i trzeciego seta były tak nieudane w naszym wykonaniu – zastanawiał się Robert Piazza.

Bełchatowianie nie wyciągnęli wniosków. I seta rozpoczęli – tradycyjnie już – słabo. 1:3, 5:8, 8:13… Spotkanie jeszcze dobrze nie podniosło temperatury w hali, a już Brazylijczycy dominowali. I ten początek znów zaważył o wszystkim. Skra – mimo kilku prób – nie była w stanie nawiązać walki z rywalem.

– W meczu o 3. miejsce kluczową rolę będą pełnić dwa elementy: zagrywka oraz przyjęcie – mówił jeszcze przed meczem Karol Kłos. Niestety, w II secie nie funkcjonowało w Skrze ani jedno, ani drugie. Stąd spore problemy i kolejna przegrana odsłona. Sam Srecko Lisinac (zdobył 4 punkty w tej części gry) nie był w stanie nic zrobić. Marcelo Mendez ze spokojem i uśmiechem na twarzy przyglądał się, jak jego podopieczni pewnie dążą do celu.

W trzecim secie nie nastąpiła zmiana obrazu gry. Sada nadal dominowała i ani przez ułamek sekundy jej zwycięstwo nie było zagrożone. Tym samym obchodzący w niedzielę 22. urodziny libero Skry – Kacper Piechocki nie otrzymał prezentu w postaci medalu Klubowych MŚ. Może za rok?

Mecz o 3. miejsce Klubowych Mistrzostw Świata
SKRA BEŁCHATÓW (POLSKA) – SADA CRUZEIRO (BRAZYLIA) 0:3 (19:25, 18:25, 13:25)
SKRA: Lisinac, Wlazły, Kłos, Bednorz, N. Penczew, Łomacz, Piechocki (libero) oraz Romac, Janusz, Ebadipour. Trener Roberto PIAZZA.
SADA: Uriarte, Leal, Simon, Evandro, Filipe, Isac, Serginho (libero) oraz Lukinhas, Rodrigo, Fernando. Trener Marcelo MENDEZ.
Sędziowali: Nasr Shaaban (Egipt) i Denny Cespedes (Dominikana). Widzów 4500.

Źródło: www.kmspolska.pl